Przepraszamy ale do oglądania tej strony wymagane jest włączenie JavaScript.

Sponiewierana demokracja

Rada Lubonia obecnej kadencji przekroczyła moim zdaniem wszelkie granice przyzwoitości, starając się w niedwuznaczny sposób narzucić Szkole Podstawowej nr 1 w Luboniu innego patrona niż ten, którego demokratycznie wybrała społeczność szkolna. Sprawa zaistniała podczas czerwcowej sesji (25.06.09 r.), ale ponieważ będzie kontynuowana we wrześniu, piszę o tym właśnie teraz.

Szkoła Podstawowa nr 1 w Luboniu do niedawna nosiła imię lewicowego działacza-Romana Pasikowskiego, jednak na fali zmian ustrojowych Rada Szkoły zdjęła „niesłusznego” patrona z piedestału i ze sztandaru. Ponieważ w 2009 r. „Jedynka” świętować będzie 100-lecie zajmowanego przez siebie budynku szkolnego, postanowiono przy okazji okrągłego jubileuszu, oddać szkołę pod opiekę nowemu patronowi, którym miał zostać Arkady Fiedler. (Procedura wyboru patrona szkoły nie jest zwyczajnym plebiscytem, lecz ściśle określonym prawem oświatowym demokratycznym wyborem, dokonywanym przez: uczniów, rodziców i nauczycieli. Społeczność „Jedynki” w ten właśnie sposób wybrała swojego kandydata z pośród kilku postaci, które przeszły do „finału”.) Dokumentację, dotyczącą wyboru nowego patrona, szkoła musiała przedstawić Radzie Miasta, ponieważ lubońskie szkoły są własnością samorządu i z tej racji samorząd lokalny musi FORMALNIE zaakceptować każdą zmianę nazwy. Wydawałoby się, że Arkady Fiedler- powstaniec wielkopolski, korespondent wojenny z czasów II wojny światowej, znany pisarz-podróżnik, mieszkaniec sąsiedniego Puszczykowa, gdzie znajduje się jego muzeum, nie powinien budzić zastrzeżeń… A jednak! Radni Lubonia uznali, że nie jest godzien być patronem lubońskiej szkoły, bo… nie widzą związków jego osoby z Luboniem i mają jakieś nieudokumentowane wątpliwości, „podobno natury moralnej”. Podczas czerwcowej sesji Komisja Organizacyjno-Prawna, pod przewodnictwem A. Michalczyka, postulowała, by Rada nakazała szkole ponowienie wniosku w sprawie patrona (co oznaczało wyraźną sugestię aby szkoła, „po zastanowieniu”, zrezygnowała z wybranej postaci). Komisja Sfery Społecznej, pod przewodnictwem S. Krukowskiego, „nie certoląc się” zbytnio, wydała o szkolnym wniosku opinię negatywną! Na takim gruncie, przygotowanym przez obie komisje, odbyła się gorąca debata, godna lepszej sprawy! Okazało się, że wybór, dokonany zgodnie z zalecanymi procedurami, wcale nie jest ważny, bo- jak się wyraził jeden z radnych- szkoła jest własnością samorządu i to samorząd zdecyduje, czy zatwierdzi wybranego patrona, czy nie! Tak porażającej arogancji „władzy” dawno w Luboniu nie widziałam! Prym w debacie wodził Przewodniczący Rady Miasta- Ryszard Olszewski, który poinformował radnych, że Komisja Organizacyjno-Prawna „odkryła” postać patrona lokalnego, który (cyt.): … „zrobił dla szkoły wiele i wiele dla Polski”. Na prośbę Przewodniczącego radny P.P. Ruszkowski, jako „odkrywca”, „przybliżył” wizerunek owego bohatera, stwierdzając na wstępie (cyt.):… „nikt nie ma nic przeciwko Arkademu Fiedlerowi, ale (…) on nie ma żadnych związków z Luboniem, poza tym, że czasem przejeżdżał przez Luboń. Poza tym jest patronem już 34. szkół w okolicach Poznania. Czy nie stać nas na to, żeby mieć własnego patrona? Mamy w tej chwili „na tapecie” postać pierwszego dyrektora Szkoły Podstawowej nr 1. Nazywał się Ludwik Boczoń, był posłem na Sejm II RP, był związany z rządem. Na emeryturę wyprowadził się do Zakopanego, działał w AK.(…) Czy pomysł na lokalne postaci nie byłby bardziej godny uwagi?” Radny, cały czas zastrzegając się, że (cyt.) : „w żadnym razie nie chcemy niczego narzucać” i „szkoła będzie podejmować decyzję co do swojego patrona” na poparcie „wagi” swojego kandydata przywołał postać Władysława Boczonia, syna Ludwika, podwójnego agenta z czasów II wojny światowej, na którego temat opublikowano sensacyjną książkę pt. „Nasz człowiek w Abwehrze”. (Wszystkich zainteresowanych szczegółami dyskusji odsyłam do internetowego nagrania sesji, to prawdziwy hit!) Jedyną osobą w Radzie Lubonia, otwarcie broniącą demokratycznego prawa społeczności szkolnej do swobodnego wyboru patrona, był radny Włodzimierz Kaczmarek, który (moim zdaniem zbyt delikatnie) próbował uzmysłowić pozostałym radnym, że zwyczajnie naruszają prawo! Słowa Wł. Kaczmarka warto przytoczyć w całości: „Cała dyskusja o patronie miałaby sens, gdyby nie wpłynął wniosek ze strony szkoły. Byłbym bardzo daleki, aby cokolwiek sugerować szkołom, zwłaszcza, jeśli procedura prawna została wyczerpana- co potwierdził pan Przewodniczący. Sprawy proceduralne zaszły już za daleko, osobiście zalecam ostrożność w podejmowaniu decyzji!” Było to jednak „wołanie na puszczy”! Rada zdecydowała o skierowaniu wniosku w sprawie wyboru patrona „do ponownego rozpatrzenia przez gremium szkolne”. Inaczej mówiąc: Rada Miasta Luboń w zawoalowanej formie wywiera presję na społeczność szkoły Podstawowej nr 1, aby ta zaakceptowała „przyniesionego w teczce” patrona! Byłam naocznym świadkiem tego bulwersującego zdarzenia. Jako historyk z wykształcenia i zamiłowania, natychmiast rozpoczęłam kwerendę archiwaliów, w poszukiwaniu informacji o niezwykłym bohaterze, wywodzącym się jakoby z naszego terenu. Szukałam cierpliwie i niestety-w sejmowych archiwach nie ma po nim śladu! Na hasło „Ludwik Boczoń” Internet po prostu milczy! Uparłam się i przerzuciłam międzywojenne czasopisma poznańskie. Wynik był mniej niż skromny, ale- Ludwik Boczoń jednak istniał! Wynikł przy tym problem formalny, bo w żadnej z zachowanych informacji, jakie sam o sobie formułował, kandydując w wyborach parlamentarnych nigdy nie napisał, że był „dyrektorem” lub choćby „kierownikiem” szkoły w Żabikowie (co tak bardzo podkreślali nasi radni)! O tym, że jest „nauczycielem z Żabikowa” wspomniał tylko raz, w 1928 r., w pierwszej kampanii wyborczej, w jakiej uczestniczył. Później twierdził, że jest nauczycielem „z Poznania”! Teraz dokumenty: krótki biogram L. Boczonia, wraz z fotografią, zawiera publikacja „Sejm i Senat 1928-1933” autorstwa Karola Rzepeckiego, w której czytamy (cyt.): Boczoń Ludwik. Lista 21 (Narodowa Partia Robotnicza-Lewica). Nauczyciel szkoły powszechnej Żabikowo, p. Poznań, urodzony 1883. Seminarium nauczycielskie i wyższy kurs nauczycielski. Praca w kółkach rolniczych i oświatowych. Założyciel i członek Towarzystwa dla Popierania Przemysłu w Żabikowie. Założyciel i kierownik spółdzielni budowlanej „Osada”. Publikował artykuły w czasopismach „Prawda”, „Prawda Robotnicza”. Członek Rady Gminnej, Wydziału Powiatowego i Sejmiku Wojewódzkiego, członek zarządu Funduszu Bezrobocia.” Z tej samej publikacji dowiedzieć się można, że poseł L. Boczoń pełnił funkcję sekretarza pięcioosobowej frakcji sejmowej, popierającej władzę sanacyjną. (Nie dowiemy się za to gdzie się urodził, z jakiej rodziny pochodził, jaką karierę zawodową miał za sobą i kiedy trafił do Żabikowa.) Ponieważ Sejm kadencji 1928-33 został po dwóch latach rozpędzony przez J. Piłsudskiego a jego czołowi przedstawiciele zostali uwięzieni w twierdzy brzeskiej, w 1930 r. ogłoszono kolejne wybory parlamentarne, w opinii społecznej uznawane później za całkowicie sfałszowane. W tym czasie, kiedy w więzieniu siedział patriota i powstaniec-W. Korfanty i działacz ludowy W. Witos, Ludwik Boczoń po raz kolejny został posłem. Na potwierdzenie tego faktu, (poza suchą listą wybranych parlamentarzystów, gdzie L. Boczoń figuruje już jako-„ nauczyciel z Poznania”) znalazłam list otwarty, zamieszczony w Kurierze Poznańskim z grudnia 1930 r. (cyt.): „Związek Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych komunikuje, iż w wyniku wyborów do ciał ustawodawczych z pośród nauczycielstwa weszli do Sejmu: Balabanowa Anna, LUDWIK BOCZOŃ, Dobosz Stanisław, Bogusławski Eugeniusz, Motoszko Michał, Rózek Andrzej, Smulikowski Julian, Wawrzynowski Michał, Wojtowicz Władysław, zaś do Senatu: Stanisław Nowak, Jan Woźnicki, Władysław Sienko. Wszyscy ci wybrańcy należą do radykalnej organizacji nauczycieli, której ANTYKOŚCIELNĄ DZIAŁALNOŚĆ potępił episkopat polski. Znane jest w tej sprawie wystąpienie przewodniczącego Związku Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych senatora Stanisława Nowaka, który polemizował w liście otwartym ze stanowiskiem biskupów.” Czy można to uznać za ślad bohaterskich czynów L. Boczonia, o których z taką pewnością informował Radę Miasta p. Przewodniczący R. Olszewski? Wnioski, jakie można wyciągnąć ze skąpych informacji, zachowanych w archiwaliach są następujące:

Ludwik Boczoń, dyplomowany nauczyciel z Galicji, pojawił się na terenie Żabikowa najprawdopodobniej w ramach rządowej misji repolonizacji szkolnictwa (dotyczącej ziem byłej dzielnicy pruskiej), czyli najwcześniej w połowie 1919 r. Nie ma żadnego dokumentu na potwierdzenie objęcia przez niego funkcji kierownika szkoły, (gdyby taką prestiżową funkcję sprawował, z pewnością nie omieszkałby się nią pochwalić, skoro chwalił się kierowaniem spółdzielnią „Osada”). Nie wiadomo, jak długo i czego uczył dzieci w żabikowskiej szkole. Z Żabikowem się nie identyfikował i wolał uchodzić za „nauczyciel z Poznania”. Wielkopolan musiały razić jego sanacyjne przekonania i pęd do kariery politycznej, nawet kosztem innych. Karierę rzeczywiście zrobił, ponieważ udało mu się na dłużej „zaczepić” w antyszambrach sanacyjnej władzy. Nie był tam jednak nikim ważnym, skoro nie znalazł się w spisach znaczących osobowości ani nawet na listach parlamentarzystów! Na temat okresu historycznego, w którym działał Boczoń, wiemy sporo: zwolennicy J. Piłsudskiego po „przewrocie majowym” stworzyli Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (BBWR), który wystartował w wyborach do parlamentu w 1928 r. (należała do tego ugrupowania lista nr 21, z której wybrano L. Boczonia). Zgodnie z oczekiwaniami BBWR wygrał, choć niewielką ilością głosów. W tym czasie rósł w parlamencie sprzeciw wobec polityki J. Piłsudskiego, co doprowadziło do zawiązania koalicji PPS, PSL „Wyzwolenie” PSL „Piast” i chadecji (Chrześcijańskiej Demokracji), nazywanej „centrolewem”. Koalicjanci zdołali w 1929 r. uchwalić wotum nieufności dla rządu sanacji. Dążyli do zradykalizowania mas i wywołania ostrej konfrontacji z władzą. Zapowiedziano „zrzucenie” prezydenta siłą, wezwano do bojkotu podatków, co groziło destabilizacją gospodarki, na wrzesień 1930 zapowiedziano wielkie manifestacje. Piłsudski zdecydował się na zduszenie buntu. Prezydent Mościcki rozwiązał Sejm, aresztowano 19 przywódców opozycji (w tym Wincentego Witosa), których osadzono w Brześciu. W tym samym roku odbyły się wybory parlamentarne, nazywane „brzeskimi”, zakończone zdecydowanym zwycięstwem BBWR. Wynik uzyskano dzięki zaangażowaniu się administracji państwowej w kampanię wyborczą i jej finansowemu wsparciu przez rząd. Przywileje, związane z przynależnością do BBWR przyciągały urzędników, a także rozmaitych karierowiczów. Program BBWR zmierzał do wzmocnienia władzy wykonawczej i zapewnienia prezydentowi państwa samodzielności oraz niezależności od władzy ustawodawczej. BBWR propagował kult marszałka Józefa Piłsudskiego… Czy klasyczny typ politycznego karierowicza, jaki się nam wyłania z zachowanych dokumentów, jest odpowiednim wzorem do naśladowania dla młodych ludzi? Zdaniem radnych naszego miasta- jak najbardziej! Utwierdza ich w tym równie „wspaniały” i „jednoznaczny” życiorys syna L. Boczonia- Władysława, o którym można się nieco więcej dowiedzieć, bo prócz sensacyjnego „czytadła”, pióra Alfonsa Filara-pt. „Nasz człowiek w Abwehrze”, dostępne są także bardziej obiektywne materiały, z których wynika, że por. Władysław Boczoń- ps. Pantera, urodzony w 1910 r. w Zalesiu koło Niska, (woj. Krakowskie) był „uśpionym” agentem Abwehry, z którą współpracował już w okresie przedwojennym, będąc szefem kontrwywiadu na okręg poznański. Czynną działalność na rzecz Abwehry rozpoczął zaraz po zakończeniu działań wojennych, chroniony przed polską konspiracją specjalnie rozsyłanymi listami gończymi, podającymi prawdziwe personalia i wyposażony w fałszywe dokumenty, gwarantujące bezpieczeństwo ze strony niemieckiej policji. Boczoń dowodził po wojnie, iż otrzymał polecenie pozostania w kraju i utrzymywania współpracy z Niemcami, w celach dywersyjnych. Niemcy skierowali go na elitarny kurs wywiadowczy w Berlinie, na którym szkolono najgroźniejszych hitlerowskich konfidentów. Opłacał sieć swoich agentów, których liczba, jak później zeznawał wynosiła 210 (na pobory dla nich otrzymywał z kasy Abwehry 300 tys. zł). Po wojnie ukrywał się na Podhalu. Został aresztowany przez władze polskie 19 maja 1949 r. Jego rozprawa na mocy "dekretu sierpniowego" odbyła się w 1955 r. Został skazany na 8 lat więzienia przez Sąd Wojewódzki miasta Warszawy. W wyniku apelacji i zastosowaniu aktu amnestyjnego wymierzono mu karę 5 lat i 7 miesięcy więzienia, z zaliczeniem aresztu od 1949 r. Został zwolniony 15 listopada 1955 r. Po wojnie mało kto chciał uwierzyć w "wallenrodyzm" Boczonia, choć ten do końca życia z dokumentami w ręce, walczył o oczyszczenie się z zarzutów. Środowisko akowskie uznało go za prowokatora. (Źródło: Jacek Wilamowski, Włodzimierz Kopczuk "Tajemnicze wsypy. Polsko - niemiecka wojna na tajnym froncie", 1990 r.)

Wracając do sponiewieranej demokracji-społeczności Szkoły Podstawowej nr 1 życzę odwagi w podejmowaniu decyzji o wyborze nowego patrona. Podejmując ją, kierujcie się dobrem dzieci, które będą musiały poznawać jego życiorys oraz nauczycieli, którzy powinni wskazywać uczniom w tym życiorysie godny wzór do naśladowania…

Izabella Szczepaniak

Powyższy tekst pochodzi z Echa Lubonia, a autorka artykułu jest zastępcą redaktora naczelnego.

fot.: 
izabell